Koniec modelu tymczasowego czy strategiczny błąd?
Rządowy projekt ustawy UD345 w praktyce zamyka trwający niemal cztery lata okres funkcjonowania uproszczonego systemu zatrudniania obywateli Ukrainy. Rozwiązanie to było pierwotnie projektowane jako nadzwyczajny mechanizm humanitarny – najpierw w czasie pandemii COVID-19, a następnie jako odpowiedź na bezprecedensowy kryzys migracyjny wywołany pełnoskalową wojną w Ukrainie.
Z biegiem czasu model ten przestał być jednak rozwiązaniem tymczasowym. Stał się jednym z filarów polskiego rynku pracy, bez którego trudno dziś wyobrazić sobie stabilne funkcjonowanie wielu sektorów gospodarki. Według szacunków Konfederacji Lewiatan, skutki projektowanych zmian mogą objąć nawet 1,24 mln pracowników. To sprawia, że UD345 nie jest wyłącznie korektą prawną, lecz potencjalnym czynnikiem ryzyka makroekonomicznego.
Co faktycznie zmienia projekt UD345?
Projekt UD345 zakłada odejście od kluczowych elementów uproszczonego trybu zatrudnienia, który przez ostatnie lata zapewniał względną stabilność prawną obywatelom Ukrainy. Chodzi przede wszystkim o:
- likwidację automatycznego prawa do pracy bez klasycznego zezwolenia,
- zakończenie praktyki przedłużania legalnego pobytu i zatrudnienia na podstawie ochrony czasowej,
- powrót do bardziej sformalizowanych i czasochłonnych procedur administracyjnych dla pracodawców.
W praktyce oznacza to wyłączenie obywateli Ukrainy z uprzywilejowanego reżimu prawnego i objęcie ich ogólnymi zasadami migracyjno-pracowniczymi. Dla firm i samych pracowników oznacza to wyższe koszty, większą niepewność oraz ryzyko przerw w legalnym zatrudnieniu.
1,24 mln osób – to nie statystyka, to system
Liczba 1,24 mln nie jest abstrakcyjnym wskaźnikiem. To realni pracownicy, którzy dziś podtrzymują ciągłość procesów produkcyjnych, logistycznych i usługowych. Płacą podatki, składki ZUS i w istotny sposób wspierają stabilność systemu zabezpieczenia społecznego.
Największa koncentracja obywateli Ukrainy występuje w:
- transporcie i logistyce,
- magazynowaniu,
- budownictwie,
- przemyśle przetwórczym,
- rolnictwie.
Są to sektory o wysokim zapotrzebowaniu na pracę fizyczną i niskiej możliwości szybkiej automatyzacji lub zastąpienia pracowników innymi zasobami.
Transport i logistyka – sektor pierwszego ryzyka
Szczególnie wrażliwy pozostaje sektor transportowo-logistyczny, który już teraz zmaga się z deficytem kierowców, rosnącymi kosztami paliw oraz presją regulacyjną na poziomie UE. Ukraińscy kierowcy i pracownicy magazynów stali się w ostatnich latach trzonem operacyjnym branży.
Ich nagły odpływ lub nawet czasowa utrata legalnego statusu może uruchomić efekt domina: opóźnienia dostaw, wzrost kosztów logistycznych i spadek konkurencyjności polskich firm na rynku europejskim. Dla kraju aspirującego do roli kluczowego hubu logistycznego Europy są to zagrożenia o charakterze strategicznym.
Inni cudzoziemcy na polskim rynku pracy – kto jeszcze „utrzymuje” gospodarkę?
Debata wokół UD345 często koncentruje się wyłącznie na obywatelach Ukrainy, tymczasem polski rynek pracy w coraz większym stopniu opiera się również na pracownikach z innych krajów trzecich.
Do najliczniejszych grup należą:
- Białorusini – zatrudniani głównie w przemyśle, IT, usługach i transporcie;
- Gruzińczycy i Mołdawianie – obecni w budownictwie, logistyce i rolnictwie;
- Obywatele Indii, Nepalu i Bangladeszu – coraz częściej rekrutowani do produkcji, magazynów i gastronomii;
- Filipińczycy i Wietnamczycy – cenieni w sektorze usług, przetwórstwa spożywczego i opieki.
Proces dywersyfikacji źródeł migracji zarobkowej już trwa, ale nie jest natychmiastowy. Wymaga umów bilateralnych, infrastruktury rekrutacyjnej, integracji kulturowej i językowej. W tym sensie szybkie ograniczenie obecności największej grupy migrantów – Ukraińców – bez gotowej alternatywy może doprowadzić do luki podażowej, której nie da się szybko wypełnić.
Niepewność prawna jako nowy „czarny łabędź”
Konfederacja Lewiatan zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt: chaos regulacyjny. Brak wyraźnego okresu przejściowego może postawić pracodawców w sytuacji niepewności co do obowiązujących procedur, a pracowników – narazić na utratę legalnego statusu z przyczyn czysto administracyjnych.
Dla administracji publicznej oznacza to lawinowy wzrost liczby spraw prowadzonych w standardowych, bardziej złożonych trybach. Paradoksalnie, zamiast większej kontroli i przejrzystości, może to skutkować rozrostem szarej strefy.
Paradoks ekonomiczny: normalizacja czy samouszkodzenie?
Zwolennicy UD345 argumentują konieczność „normalizacji” polityki migracyjnej i ograniczenia zależności od pracy cudzoziemców. Problem polega na tym, że demografia nie ulega zmianie: Polska starzeje się, a liczba osób w wieku produkcyjnym systematycznie spada.
Bez realnego planu zwiększenia podaży pracy – czy to poprzez automatyzację, aktywizację zawodową, czy kontrolowaną migrację – odejście od sprawdzonego mechanizmu może okazać się decyzją administracyjną oderwaną od realiów gospodarczych.
Scenariusze na przyszłość
Eksperci wskazują kilka możliwych wariantów:
- scenariusz łagodny – wprowadzenie okresów przejściowych i wyjątków branżowych;
- scenariusz twardy – odpływ pracowników, wzrost kosztów i spowolnienie gospodarki;
- scenariusz kompensacyjny – intensywne sprowadzanie pracowników z Azji i innych regionów, co jednak wymaga czasu i wysokich nakładów.
Najbardziej prawdopodobny wydaje się wariant hybrydowy, który jednak nie wyklucza krótkoterminowego kryzysu.
Test dla polityki migracyjnej państwa
Projekt UD345 to coś więcej niż zmiana zasad zatrudniania cudzoziemców. To test dojrzałości polskiej polityki migracyjnej – jej zdolności do łączenia zobowiązań humanitarnych, realiów demograficznych i potrzeb gospodarki.
Od tego, czy w ostatecznym kształcie ustawy uwzględniona zostanie faktyczna rola pracowników z Ukrainy oraz innych krajów trzecich, zależy nie tylko stabilność poszczególnych sektorów, lecz także wiarygodność Polski jako przewidywalnego partnera gospodarczego w Unii Europejskiej.
Czytaj także: W Danii zainstalowano z barki 120-tonową sekcję kolejowego mostu Króla Fryderyka IX